Rodzinny pobyt w Lubelskim nie mógł obyć się bez odwiedzenia Sanktuarium Maryjnego w Kodeniu. Powrót w Hrubieszowskie tą samą trasą (przez Włodawę) nie leży jednak w naszej wędrowniczej naturze. A więc jedziemy przez Białą Podlaską i Łęczną na Chełm. Ale pod Biała Podlaską jest CP 52n/23e.
Z Kodenia do Białej Podlaskiej jest niespełna 50 km, ale to wystarczyło by towarzystwo zmęczone upałem posnęło w samochodzie. Zdany tylko na siebie włączyłem nawigację samochodową i prowadzony precyzyjnymi wskazówkami przejechałem Białą Podlaską nawet nie bardzo wiedząc gdzie jestem. Dobra szosa 812 skończyła się zaraz za przejazdem kolejowym. Skręt na zachód w podrzędną drogę nie napawał optymizmem. Dalej było coraz gorzej. Szybko zaczęła się droga gruntowa, miejscami z głębokim piachem. Absolutnie nie znając terenu zdałem się całkowicie na nawigację satelitarną. Droga z każdym kilometrem pogarszała się. Coraz bardziej obawiałem się, że zagrzebię się w piachu lub zawisnę na podwoziu z kołami w głębokich koleinach. Nie wyobrażam sobie jak tubylcy pokonują te drogę po deszczu.
Prawie dziewięć kilometrów drogi przez piach, zostawiając za sobą tumany wzbijanego piachu i kurzu wyczerpały mnie nerwowo. W końcu docieramy do ściany lasu, jednak samochód postanawiam pozostawić na jego brzegu - nie wiem czy dalej znajdę miejsce do nawrotki. Z tego miejsca już niecałe 400 metrów do punktu. Przez las idziemy w dobrych humorach, bo ścieżka jest szeroka i bardzo wygodna, no i nie ma komarów. Wkrótce idylla jednak się kończy. Musimy porzucić ścieżkę i wejść w las. Teraz sytuacja pogarsza się niemal z każdym krokiem. Las robi się coraz bardziej zwarty, porośnięty chaszczami i krzakami. Jednak do punktu zostało już tylko kilkadziesiąt metrów. Wiem, że punkt leży tuż nad małą rzeczką, jednak nic nie mogę na razie dostrzec. Na około na razie krzaki i gęste chaszcze. GPS zaczyna „głupieć” – raz po raz pogarsza mu się sygnał, dokładność spada do kilkunastu metrów. Zaczynam się niepokoić. Nagle mały prześwit, rozgarniam krzewy i staję na brzegu rzeczki. Rzeczka zupełnie nie przypomina tej ze zdjęć poprzednika (z przed ponad pięciu lat). Teraz jest całkowicie zarośnięta – nie da się nawet iść jej brzegiem. Cofamy się więc kilka kroków w głąb lasu i w odległości około 8 metrów od rzeczki lokalizujemy punkt 52n/23e.
Długo trwa wyczekiwanie na sensowne wskazania GPS. Ze względu na gęste zadrzewienie i wysokie poszycie leśnie nie udaje się uzyskać dokładności lepszej niż 8m a i to nie całkiem w punkcie 0/0. Cztery zdjęcia w cztery strony świata nie całkiem z sensem (bo widać tylko las i chaszcze), no ale dla formalności wykonane. Z odległości kilku metrów zdjęcie „widokowe” i zbieramy się.
Czas nagli, bo w Łęcznej już na nas czekają. Najszybciej byłoby wydostać się z lasu w kierunku południowo zachodnim na drogę na Parczew, lecz w lesie nadziewamy się na tak głębokie koleiny, że jazda mondeo staje się niemożliwa. Zawracamy więc i wyjeżdżamy z lasu w kierunku południowym. Teraz skręt na zachód i prujemy prosto przez pola i łąki, tylko dlaczego
autopilot nie chce znaleźć tu żadnej drogi ? Wkrótce wszystko się wyjaśnia: tak zwana „droga” kończy się na kolejnej łące, po prostu „rozmywa” się w trawie. Zawracamy. Teraz już naprawdę poganiani czasem wybieramy wariant sugerowany przez
autopilota, choć początkowo wydawał się nie do przyjęcia – wracamy prawie aż do samej Białej Podlaskiej na drogę 812 – a więc znowu 9 kilometrów w piachu. Zaczynam rozumieć dlaczego ten punkt od ponad pięciu lat nikt nie odwiedził (pozdrowienia dla Wojciecha C.).
Tym razem dokładne ustalenie punktu okazało się bardzo trudne.
Widok w kierunku N.
Widok w kierunku E.
Widok w kierunku S.
Widok w kierunku W.
Łukasz toruje sobie drogę w krzakach w bezpośrednim sąsiedztwie punktu.
Całkowicie zarośnięta rzeczka.
Kilkadziesiąt metrów od punktu można już poruszać się bez wysiłku.
Początek drogi przez las.
Zaparkować można pod lasem lub na polance kilkanaście metrów dalej.
| (c) Aleksander Piwkowski |